Moja historia z grami planszowymi
- Franciszek Gralak

- 9 paź
- 4 minut(y) czytania
Rozdział I: Narodziny pasji
To było dawno. Byłem jeszcze nastolatkiem — pełnoletnim, ale wciąż z głową pełną marzeń i ciekawości świata. Jeśli mnie pamięć nie myli, rok 2007, mój starszy brat, Łukasz (tak, ten sam, którego dziś możecie znać z wydawnictwa Lucrum Games), odnalazł na strychu zakurzone pudełko. W środku – Magia i Miecz.

Pamiętam, jak siedział i z zapałem czytał instrukcję, próbując zrozumieć zasady tej tajemniczej gry. W końcu spojrzał na mnie i powiedział tylko jedno słowo: – Gramy!
I tak to się zaczęło. Najpierw we dwóch, powoli odkrywaliśmy ogrom możliwości tej gry... a przynajmniej wtedy tak nam się wydawało. 😄Dziś wiem, że Magia i Miecz to raczej prosta, mocno losowa pozycja. Ale wtedy była dla nas wszystkim – przygodą, światem pełnym fantazji, rywalizacji i emocji. Zresztą do dziś darzę ją ogromnym sentymentem. Stała się dla mnie bramą do zupełnie nowego świata – świata nowoczesnych gier planszowych.
Po rozegraniu dziesiątek partii, zaczęliśmy zapraszać znajomych. Chcieliśmy dzielić się tą radością, tym klimatem wspólnej zabawy. I wiecie co? Każdy był zachwycony. Wieczory szybko przerodziły się w długie noce pełne śmiechu, rozmów i emocji.
Z czasem pojawiła się potrzeba znalezienia większej przestrzeni na nasze spotkania – i tak narodziła się nasza legendarna „weekendowa melanżownia”. Może kiedyś o niej słyszeliście… a jeśli nie – cóż, to już zupełnie inna historia. 😉
Tymczasem nasze granie rozwijało się w najlepsze. Po Magii i Mieczu przyszedł czas na pierwszą „nowoczesną” grę – Neuroshima Hex od wydawnictwa Portal.Tytuł, który można porównać do futurystycznych szachów: pełen taktyki, planowania i emocji. Walka o przetrwanie, bitwy, specjalne zdolności jednostek – to była zupełnie nowa jakość.

I właśnie wtedy zrozumiałem, że to dopiero początek. W każdym nowym pudełku krył się inny świat, inny sposób myślenia, inny pomysł na wspólne spędzanie czasu. Z każdym kolejnym tytułem rosła we mnie ciekawość – i coś jeszcze... pragnienie, by poznać więcej.
Rozdział II: Jak rozwijać wiedzę o grach, tak by nie zbankrutować?
Szybko zrozumiałem, że jeśli chcę poznawać więcej gier, muszę znaleźć sposób, by robić to... taniej. 😅Byłem osiemnastolatkiem bez własnych pieniędzy, więc nawet jeśli gry były wtedy dużo tańsze niż dziś, mój budżet kończył się szybciej, niż zdążyłem przeczytać instrukcję.

Rozwiązanie wydawało się proste: skoro problemem są pieniądze, to trzeba je zarobić — a najlepiej pracując w branży gier planszowych.
I tak zaczęła się moja zawodowa przygoda z grami. Trafiłem do jednego z pierwszych w Polsce sklepów hobbystycznych – sieci Graal. Dla fana planszówek to było jak wejście do raju: półki uginające się od gier rodzinnych, strategicznych, zręcznościowych, imprezowych i wojennych. Czułem się jak dziecko w sklepie z zabawkami – tylko tym razem mogłem tam zostać.

W Graalu nauczyłem się naprawdę dużo. Poznałem nie tylko mechaniki gier, ale też ludzi, którzy po nie sięgali. Nauczyłem się słuchać, doradzać, a z czasem moi klienci wracali do mnie, dziękując za rekomendacje. Pamiętam, jak po raz pierwszy ktoś zostawił
mi napiwek „za dobre doradzenie gry”. Było to kompletnie niespodziewane i bardzo budujące. Zrozumiałem wtedy, że moja pasja może mieć realną wartość dla innych.
Pracowałem w sklepach z planszówkami przez kilka lat, poznając coraz więcej tytułów i ludzi, którzy – podobnie jak ja – odkrywali ten świat. I wtedy nadszedł moment przełomowy: pierwsze „Planszówki na Narodowym”.

Udało mi się dostać tam pracę jako animator gier w wydawnictwie Egmont. To było coś wyjątkowego – ogromna hala, dziesiątki wydawców, setki stołów, tysiące graczy. W powietrzu czuło się energię i radość. To było jak festiwal mojej fascynacji.
Wtedy też zrozumiałem, że nie chcę już tylko sam poznawać gier.Chciałem, żeby inni też odkrywali to, co ja. Chciałem zarażać pasją.

Rozdział III: Zarażanie pasją do gier planszowych
Moja przygoda z Egmontem nie skończyła się na jednej imprezie. Z czasem stałem się stałym współpracownikiem wydawnictwa – może nie etatowym, ale za to w pełni oddanym temu, co robiłem.
Przez lata byłem animatorem, sprzedawcą, później organizatorem eventów. Zajmowałem się szkoleniami w sklepach partnerskich, a ostatecznie koordynowałem pracę 16 osobowego zespołu szkoleniowców w całej Polsce. To była ogromna odpowiedzialność, ale i satysfakcja – bo w każdym z tych miejsc mogłem pokazywać ludziom magię gier planszowych.

Każde szkolenie, każdy event, każdy uśmiech kogoś, kto właśnie odkrył swoją nową ulubioną grę – to wszystko napędzało mnie coraz bardziej. Widziałem, jak ludzie łączą się przy stole, jak dzieci uczą się współpracy, jak dorośli na nowo odkrywają radość z zabawy.
Wtedy właśnie narodziło się we mnie przekonanie, że gry planszowe mogą być czymś więcej niż tylko rozrywką. Zrozumiałem, że to potężne narzędzie edukacyjne, integracyjne i rozwojowe.
Przez lata pracowałem u różnych wydawców i organizatorów, ale coraz częściej czułem, że chcę robić coś po swojemu.Nie zawsze moi przełożeni patrzyli na gry w ten sam sposób, co ja, dla nich to był produkt, dla mnie – narzędzie budowania relacji i rozwoju.
I w końcu dojrzałem do decyzji: jeśli chcę realizować własną wizję, muszę zacząć od zera.
Rozdział IV: Narodziny BoardGame Heaven
Tak powstało BoardGame Heaven – miejsce, które łączy moją pasję, doświadczenie i misję. To przestrzeń, w której chcę pokazywać, że gry to nie tylko zabawa, ale też sposób na rozwój, naukę i budowanie więzi.

BoardGame Heaven wciąż się rozwija. Wymaga czasu, by dotrzeć do większej liczby odbiorców, ale wierzę, że to się uda. Bo wiem jedno: planszówki potrafią zmieniać ludzi – i ja jestem tego najlepszym przykładem.
Dzięki grom nauczyłem się zarządzać swoim czasem, planować strategicznie i myśleć kilka kroków naprzód. To właśnie przez gry nauczyłem się języka angielskiego – choć wciąż nie jestem mistrzem, wiem, że bez nich pewnie nie znałbym ani słowa. 😄
Ale najważniejsze, czego nauczyły mnie planszówki, to praca z ludźmi – empatia, cierpliwość, komunikacja. Godziny spędzone przy stole z różnymi ludźmi pokazały mi, jak słuchać, jak współpracować, jak budować wspólne doświadczenia.

Jestem dumny z tego, jaką drogę przeszedłem. I wiem, że gdyby nie gry planszowe, nie byłbym dziś tym samym człowiekiem.
Każdy z nas ma swoją historię, swoje lekcje i swoje pasje. Nie twierdzę, że planszówki są jedyną drogą do rozwoju, ale jestem przekonany, że jeśli dasz im szansę, mogą otworzyć w Tobie coś nowego.
A ja z przyjemnością Ci w tym pomogę. 🎲






Komentarze