R. 02. Employee of the month
- Joanna eS.

- 30 mar
- 2 minut(y) czytania
Cykl - "Za ludźmi nie trafisz"
W swojej drodze zawodowej zebrałam mnóstwo historii z klientami, współpracownikami i pracodawcami. Wiele z nich to gotowe scenariusze do kabaretu. Postanowiłam je opowiedzieć – oczywiście z szacunku do bohaterów zmieniłam imiona i lokalizacje.
Dobrze mieć współpracownika – dopóki można liczyć na jego pomoc. W przeciwnym razie staje się on, w najlepszym przypadku, kolejnym meblem do odkurzenia.
R.02 – Pracownik miesiąca
Adam był postacią szczególną – i na tym właściwie można by zakończyć tę opowieść. Przez całe życie pracował jako kierowca. Kiedyś pełnił w firmie jakąś rolę, lecz od ponad piętnastu lat był przerzucany z miejsca na miejsce dzięki sentymentom szefowej. Ostatecznie trafił do mojego sklepu i… zapuścił korzenie. Według szefowej można było o nim po prostu zapomnieć.
Otrzymałam więc w prezencie marudnego „weterana” tuż przed jego okresem ochronnym.
– Robisz to źle – rzucił, gdy przygotowywałam promocje, planowałam ustawienie wystawy i zajmowałam się logistyką dostaw.

Rozpoczęła się kolejna półgodzinna seria uwag na temat moich pomysłów i rzekomych błędów, przeplatana mało precyzyjną krytyką mojej pracy. Adam sugerował, że powinnam głębiej analizować swoje decyzje. Wprost zapewniał, że wie lepiej.
– To powiedz, co konkretnie mam robić? – rzuciłam w końcu, tracąc cierpliwość.
Warto dodać: Adam nie tylko nie pracował wcześniej w tej branży, ale kompletnie się nią nie interesował. Zakładał, że od myślenia są inni.
– To nie moja sprawa – wzruszył ramionami. – Nie za to mi płacą.
Darowałam sobie pytanie, za co właściwie mu płacą. Zerknęłam na jego monitor – pasjonująca gra w kulki. Spojrzałam na zegarek: grał w nią już drugą godzinę .
Zanim skończyłam plan promocji dla e-commerce, przygotowałam materiały dla sklepu stacjonarnego, złożyłam zamówienie, skontaktowałam się z magazynem i posprzątałam zaplecze – on zdążył znudzić się kulkami. Przerzucił się na pasjansa.
Decyzje przełożonych bywają niezrozumiałe. Przetrzymywanie pracownika z osobistego sentymentu jest w porządku tylko do momentu, w którym nie wprowadza on toksycznej atmosfery i nie niszczy pracy zespołu. Choć wtedy pracowałam sama, łatwo się domyślić, jak te „dobre rady” wpływały na moje morale i zapał.




Komentarze