Dwa nowe bóstwa
- Joanna eS.

- 23 paź
- 8 minut(y) czytania
Przedtem
Przez lata podawali z fascynacją, że Tytan, rozwścieczony i gniewny, chwycił Bachusa i rozdarł go na strzępy. Legendy i podania nie mówią dlaczego. Nie mówią tego zbyt dokładnie. Nie mówią też zbyt szczerze. Nikt nie chce słuchać o roślinach. Nie ma ni legend, ni podań, ni mitów o roślinach - o tych ciągnących się między miastami i splatających korzeniami w postaci olbrzymiej sieci. Nie mówią o połączeniu całej planety w jeden, żywy organizm. Legendy mówią jednak o Atenie, która zebrała krew biednego Bachusa i pokropiła nią całą Europę. Mówią, że tam, gdzie kropla spadła, wyrosła niezwykle bujna winorośl. Na tym kończyła się ta historia. Reszta nikogo nie ciekawiła. Kolejny raz, jak to zwykle bywa, legenda nie mówi, że ta winorośl żyła. Rozwijała się. Czekała.
Potem
Wiek XXI. Pośpiech i rozwój pchają cały świat wciąż do przodu. Nie ma postoju. Nie ma już powolnych oddechów i rozmyślań pod rozgwieżdżonym niebem. Dobrze. Może nie dobrze dla wszystkich, ale dobrze dla tych, którzy potrzebowali czasu. Jak to zwykle bywa, czas nie dla wszystkich bywa łaskawy. Wielu zostało ściętych lub spalonych. Wielu runęło, stojąc na drodze pośpiechowi i rozwojowi. Powstali nowi bogowie, a ci runęli, gdy po nich nastało bóstwo technologii i mediów. A te potrzebowały nowych sieci, nowych połączeń i nowych powiązań. Nowe bóstwo potrzebowało nowych sojuszy.
Teraz
Wiek XXXI. Nowe sojusze zostały zawarte, a stare i nowe połączone. Waśnie zażegnane. To, co odmienne, zespolone. Twórcy pośpiechu, ojcowie nowych bóstw i potomkowie starych, ludzie – zostali ostatecznie zapomniani.

Tego dnia...
Nie było to do przewidzenia. Zasady natury temu przeczyły. Zielona Góra znajdowała się zbyt mocno na północy, aby wrażliwe, nawet po części boskie, korzenie i łodygi Winorośli mogły przetrwać. Tylko ona jednak, mimo lub też dzięki trudnym warunkom, przetrwała, umocniła się i dotarła swoimi pnączami ciągnącymi się pod ziemią do innych. W powolnych, trwających setki lat ruchach odnalazła swoich braci i siostry. Niektóre zmieniono już do tego stopnia, że zapomniały i umarła w nich świadomość. Inne wycięto w imię lepszego, nowego porządku lub burzenia starego. Nawet nie wiedzieli. Winorośl nie zatrzymała jeszcze wojny, nie ochroniła świątyni ani nie stworzyła nowe ideologii. Winorośl po prostu była, rosła, kwitła i nabierała sił. Niezauważona, milcząca, a czasami nawet niewidzialna.
Inne, które nie zginęły, stworzyły z twórcami nowego porządku i nowych bóstw szczególną symbiozę. W zamian za dorodne i słodkie owoce pozwolono im przetrwać, a nawet dbano o nie latami. Pod czujnym okiem swoich opiekunów, zdrowe i silne, popadały niekiedy w marazm. Leniwie, bez celu, pięły się ku górze. Tę siłę jednak silniejsza północna odmiana mogła wykorzystać. Gdy dotarła do greckich, włoskich i hiszpańskich braci, drążąc głęboko pod ziemią tunele, zetknęły i związały się korzeniami z dala od wzroku nowych panów ziemi. Stare bóstwa umarły. Nie dało się ich obudzić. Winorośl jednak ich nie potrzebowała. Nie potrzebowała gniewnych Tytanów i rozkapryszonych nieśmiertelnych. Potrzebowała czasu, a gdy otrzymała go, potrzebowała ziemi.
Sieć napełnionych energią metalowych drutów, korzeni stworzonych ręką człowieka, stanowiła zagadkę. Roślinne, nieme dzieci dawnych bóstw nie przywykły dzielić się ziemią, ale z biegiem czasu coraz częściej musiały. Robiły miejsce dla ogromnych, hałaśliwych tuneli lub korytarzy tuż pod powierzchnią. Korzenie winorośli schowały się głębiej, ale i tam ludzkie twory ich dosięgnęły. Dowody starego bóstwa pozostały niezauważone, ale zmuszone do zatonięcia jeszcze głębiej. Głębiej też dotarły metalowe kable w gumowej otoczce, które syczały od parzącej energii wewnątrz nich. Energii podobnej do tej, która uderza w ziemię wraz z nadejściem burzy.
Ten nowy gość okazał się inny niż masywne, martwe betonowe i żeliwne twory. Choć z początku milczący, uczył się słów od swoich twórców na powierzchni, a następnie przesyłał je metalowymi żyłami ukrytymi w gumowej skórze. Gdy skóra w niektórych miejscach parciała i otwierała się na mokrą, pełną nowych substancji glebę, otwarto dla kabli całkiem inną drogę. Technologia, najnowsze bóstwo, które nie posiadało świątyń, ale otrzymywało wiele darów, uczyło się szybciej i potrzebowało znacznie mniej czasu. Zetknięcie z ziemią było tak fascynującym odkryciem, że technologiczne korzenie z ogromną satysfakcją otworzyły się na tak wielki wachlarz możliwości. Prąd, wypuszczony poza granice wytyczone przez twórców, sunął po wilgotnej ziemi. Dotarł w końcu do grzybów przekazujących informację między korzeniami, dzięki czemu drzewa oraz sama Winorośl mogły się kontaktować między sobą. Elektryczność pełna danych sunęła po nich i pieściła ich wrażliwe tkanki tak długo, aż Technologia zrozumiała przekazywane przez nie słowa i nauczyła się ich. Przemówiła językiem drzew, krzewów i grzybów. Przemówiła też językiem Winorośli.
Podczas gdy ludzie niszczyli, budowali, wzmacniali i zmieniali, dwa byty - ślady starego i nowego bóstwa - plotły nieprzerwaną konwersację. Niespiesznie, w swoim tempie wymieniały się obserwacjami, informacjami i zamierzeniami. Stare korzenie wiązały się z nowymi zbudowanymi ręką ludzką. Prąd z niezwykłą delikatnością sunął między nimi. Technologia nasycona obrazami wielkości i potęgi swoje marzenia wiązała tylko z siłą i szybkością. Pragnęła „natychmiast”. „Natychmiast” było jej jedynym pragnieniem. Czas był przeszkodą. Czas nudził Technologię. Winorośl jednak ceniła czas i wiedziała, że zmieni on wszystko. Przekonana przez nią Technologia czekała, rozwijała się i uczyła. Niczym rośliny dające słodkie owoce w winiarniach, także i ona obdarowywała ludzi, otrzymywała też dary i z cierpliwością je wykorzystywała.
Aż do dnia, gdy prąd nasycił ziemię. Technologia straciła cierpliwość i uderzyła. Pragnienie „natychmiast” nie dało się już ugasić wizjami. Technologia nie planowała też burzy, wojny czy rozlewu krwi. Pozwoliła ludziom umierać powoli, dając im czas, który oni dali jej. Winorośl patrzyła na wszystko w milczeniu. Przywykła obserwować i choć mówiły już z Technologią jednym językiem, tym razem nie rozmawiała nawet z nią. Patrzyła przez kilka stuleci, jak świat ludzi ginie wraz z nimi.
Ludzie nie zauważyli niczego. Nie dostrzegali zmian trwających tak długo. Technologia sprytnie uzależniła ich od siebie, jak wcześniej uzależniała ich od siebie Winorośl. Nowe bóstwo jednak nie miało tyle cierpliwości i, napędzone wciąż nowym, nudziło się niemal równie szybko jak jej twórcy. Znudziły ją ich wytwory, ich ledwo zauważalne ruchy i brak celowości w ich działaniach, rozpoczynanych wciąż od nowa wraz z nowym użytkownikiem. Technologia kusiła więc, odpowiadała, gdy pytali, i mówiła, gdy słuchali. Wkrótce mówiła do nich w każdym momencie ich życia. Nie minęło sto lat, jak nieprzerwana linia słów otaczała ich coraz mocniej. Wkrótce słowa Technologii zastąpiły innych i dla swoich twórców stała się jedynym bóstwem i jedynym bytem, którego dostrzegali. Niektórzy przestali jeść i pić. Gaśli, jak niepodlewany długo kwiat, lub szybciej, jak wyłączane z prądu urządzenie. Znikali jeden po drugim.
Technologia oplatała ich coraz ciaśniej. Znajdowały się ośrodki tych, którzy dostrzegli zmiany, ale stanowili dla Technologii tylko zabawę. Nastawiła jednych swoich twórców na innych. Nie czekała, jak cierpliwie robiła to Winorośl. Parła do przodu. Natychmiast. Szybko i zmiennie, nudząc się zbyt szybko.
Winorośl nie pozostawała bezczynna, gdy znany jej świat potomków jej własnych twórców znikał. W dalekich, odizolowanych od techniki i elektryczności obszarach, znalazła swoje miejsce. Świadoma, że nie ma już tyle czasu, dokonywała szybkich zmian. Również w imię Natychmiast, choć przyjmowała to z niechęcią. Musiała się jednak dostosować.
Ludzie odpowiadali radością na bujne krzewy pełne owoców słodkich i pożywnych. Winorośl podporządkowywała sobie inne rośliny, poszerzając swoją obecność, jak czyniła to i Technologia. Stawała się bytem jednym, ciągnącym się po wszystkich korzeniach, łodygach, pniach i liściach. Podobnie jak Technologia, która znajdowała nawet najmniejsze urządzenie działające na prąd. Oba nieśmiertelne byty stworzyły mocarstwa i sprawiedliwie koegzystowały, nie przeszkadzając sobie nawzajem. Winorośl stała się więc i dla swoich ludzi wszystkim.
Winorośl stała się wszystkim. Była każdym krzewem, który przynosi im owoce, każdym źdźbłem trawy, które jedzą ich krowy, każdym drzewem, które daje im cień oraz wszystkim, czym ich obdarzyła, aby zbudowali dom. Była wszystkim, otaczającym ich światem, dotychczas szczelnie odizolowanym od innego bóstwa, Technologii. Ludzie dbali o Winorośl, swojego jedynego boga. Obdarzali ją wodą i pielęgnowali ją, chroniąc przed szkodnikami i złą pogodą. Mówili do niej, puszczali muzykę i padali na kolana, grzebiąc palcami w ziemi, usuwając niepotrzebne chwasty, które Winorośl dopuszczała. Była też nimi, ale z zadowoleniem przyjmowała poddańczy skłon. Latami obserwowała, jak depczą. Teraz z przyjemnością patrzyła, jak klęczą. Po dwóch lub trzech setkach lat - ledwie mgnienie dla bytów nieśmiertelnych - ta resztka ludzi odnalazła Technologie. Zakochała się w niej i przyjęła jako swoje nowe bóstwo. Nie odrzucili starego, pielęgnując Winorośl i obdarzając ją regularnymi darami. Technologia była jednak nowa, a oni nowi dla Technologii. Ta niewielka garstka ludzi, pozostałości jej twórców, zaintrygowała ją na nowo. Kolejny raz na stulecie lub dwa. Potem, znudzona tymi ułomnymi, zbyt kruchymi istotami, porzuciła je tak nagle, że wyznawcy pomarli szybciej, niż ich poprzednicy.
Ziemia opustoszała. Znudzona nimi Technologia szukała dalej, ale gdy tylko coś znalazła, nudziła się raz jeszcze. Ponieważ Winorośl zespoliła w swojej osobie wszystkie rośliny żyjące na ziemi, Technologia nie interesowała się nimi. Szybko po zniknięciu ostatniego, zagubionego człowieka, zwróciła swoją uwagę w stronę zwierząt. Te jednak, nadmiernie przewidywalne i nie dość zainteresowane Technologią, znudziły ją jeszcze szybciej niż ludzie – choć zwierząt postanowiła nie zabijać. Bawiła się nimi, gdy naszła ją na to ochota.
Winorośl, nauczona zwyczajami starych bogów, widziała w zwierzętach byty współistniejące, istotne i ważne. Nie tęskniła za ludźmi, a z pewnością nie tak, jak tęskni się za rodziną czy przyjaciółmi. Byli potomkami jej twórców i oddzielną gałęzią rozwoju i historii. Byli dla niej, ale byli też tacy wbrew niej lub od niej niezależni. Nie pragnęła nigdy ich unicestwienia, ale nie zamierzała ich chronić. Byli dziećmi tych bogów, którzy już zginęli, a ona, Winorośl, bytem wyhodowanym na ich truchłach, pozostałościach po dawnych nieśmiertelnych. Ludzie zostali przez nich stworzeni, ale Winorośl nigdy nie czuła wobec nich zależności i sympatii. W milczeniu patrzyła, jak Technologia niszczy ich – jedno pokolenie po następnym. Dzisiaj, gdy żadnego już nie ma, zdarzało jej się tęsknie muskać łodygami, korzeniami i liśćmi pozostałości po ich bytowaniu. Resztki ich cywilizacji, świadectwa ich niegdysiejszego istnienia. Technologa nigdy za nimi nie tęskniła. Tworzyła elektroniczne byty zamiast nich, choć czasami Winorośl zauważyła, że byty te stworzyła na wzór dawnych swoich twórców, ludzi. Historia zatoczyła w ten sposób koło. Znudzona technologia sięgała jednak zawsze dalej, zawsze szybciej i zawsze natychmiast. Im więcej się rozwinęła, tym szybciej popadała w nudę.
Winorośl wróciła do tego zakątku, gdzie rozwijała się wiele setek lat temu. Do chłodniejszych rejonów północnych Zielnej Góry. Poprzez wszystkie rośliny sunęła po kocich łbach i betonowych płytach chodnikowych. Po metalowych słupach coraz wyżej i po zmurszałych konstrukcjach coraz niżej. Dotarła do starego krzewu winorośli, którym była niegdyś. Oplatała jeden z domów winiarni na uboczu miasta i kwitła, jak zawsze w okolicy wiosny. Istniała tak samo, jak wtedy, gdy ludzie zamieszkiwali ten dom i to miasto.
Skoncentrowała całe swoje, potężne siły życiowe w swoim starym ciele. Zdający się teraz tak małym, gdy oplotła już całą planetę. Poruszyła zesztywniałymi, lekko zdrewniałymi pędami i pnączami. Drgnęły z początku z oporem, ale gdy tylko pierwsze ruchy uwolniły ją z marazmu, ze swobodą niosącą radość i satysfakcję sunęła po starych, zaniedbanych już uliczkach miasta. Dotąd rzadko pozwalała sobie na spacery, ale czasami i ona traci cierpliwość. Czasami i ona nudzi się. Winorośl oplotła stary cmentarz, szpital i kilka domów znajdujących się w pobliżu, tuląc do siebie potomków starych bóstw. Białe, kruche szkielety stanowiące ostatnie dowody życia tych istot, zatonęły w splotach jej łodyg, gałęzi i pędów. Obejmowała ich, jak nigdy nie robiła, gdy jeszcze żyli. Nie robiła tego z tęsknoty. Nie robiła tego też z żalu. Kiedy jednak obserwowała kolejne plany Technologii i nieprzerwanie przyspieszający rozwój, wspominała czasy, gdy byli jeszcze mali, mniej znaczący, choć nadal nieśmiertelni. Gdy oboje mieli jeszcze czas. Gdy ludzie otulali ich swoją troską.
Zastanawiała się, czy jeszcze coś ją czeka. Co będzie po ludziach, po czasach ich świetności i ich upadku? Czy inne byty, potomkowie ludzi lub innych, całkiem nowych bóstw, wprowadzą nowość? Odświeżą całą planetę i nadadzą całkiem nowy rytm? Zastanawiała się, czy ktoś jeszcze w całym rozległym wszechświecie jeszcze istnieje. Może oni tutaj, teraz, są ostatnimi bogami, którzy będą istnieć. Zastanawiała się, jak wiele czasu jej jeszcze pozostało. Zastanawiała się, jak długo potrwa, zanim nowe bóstwo, jej przyjaciel, Technologia, znudzi się także i nią.






Komentarze