Nie to ładne co ładne
- Joanna eS.

- 26 lut
- 4 minut(y) czytania
Współczesne księżniczki Disneya przeszły ogromną metamorfozę, stając się symbolami niezależności, odwagi i pewności siebie. Choć ich uroda wciąż olśniewa, relacje z mężczyznami zyskały nową głębię – współcześni bohaterowie pragną najpierw poznać ich wnętrze, zanim oddadzą im serce. Doskonałym przykładem jest Flynn Rider, który choć początkowo zachwyca się aparycją Roszpunki, prawdziwie zakochuje się w niej dopiero po odkryciu jej charakteru. Podobnie kapitan John Smith, mimo fascynacji egzotyczną urodą Pocahontas, ostatecznie traci głowę dla jej osobowości. Takie pogłębienie więzi stanowi czytelne odbicie przemian społecznych przełomu XX i XXI wieku. W fabułach wyraźnie oddzielono chwilowe oczarowanie od dojrzałej miłości, przyjmując, że piękno może przyciągać wzrok, ale to dusza jest fundamentem uczucia.
Bariera fizycznej doskonałości
Mimo ewolucji charakteru – od biernej Śnieżki po waleczną Rayę – zasadne pozostaje pytanie, czy za zmianą osobowości podążyła zmiana wizerunku fizycznego. Choć dzisiejsze bohaterki są aktywne, biegają po lasach i wspinają się po skałach, ich wygląd pozostaje niemal nierealnie nienaganny. Próżno szukać u nich szerszych bioder, fałdek na brzuchu czy silnie zarysowanych ramion. Można wręcz odnieść wrażenie, że przy tak nienaturalnie wąskich taliach w ich ciałach nie pomieściłyby się narządy wewnętrzne.
Dodatkowym problemem jest ujednolicenie postaci wynikające z nowoczesnych technik animacji. Komputerowe powielanie schematów sprawia, że przy niemal identycznych, wielkich oczach i drobnych nosach, jedynym wyróżnikiem bohaterki staje się często jej fryzura. Z jednej strony to efekt używanych narzędzi, z drugiej – dowód na to, że piękno stało się produktem seryjnym i zunifikowanym. Co więcej, taka konstrukcja twarzy, przywodząca na myśl cechy niemowlęce, budzi w widzach instynktowną sympatię, ale jednocześnie odbiera postaciom wizualną dojrzałość. W efekcie otrzymujemy bohaterki wewnętrznie sprzeczne: niezależne wojowniczki, które wizualnie pozostają infantylizowanymi „uroczymi dziewczynkami”.
Dyktat sprzedaży
Warto pamiętać, że Disney to przede wszystkim potężne, nastawione na zysk przedsiębiorstwo. Tutaj proces twórczy od początku splata się z marketingiem – projektanci już na etapie szkiców myślą o tym, jak postać zaprezentuje się na sklepowej półce. Statystyki są bowiem nieubłagane: szczupła, „klasycznie piękna” lalka wciąż sprzedaje się najlepiej.

Najbardziej jaskrawym przykładem tego podejścia jest Merida Waleczna. Filmowa Merida była antytezą księżniczki – naturalną dziewczyną o dzikich lokach. Jednak w wersji komercyjnej została wtłoczona w utarty schemat. Jej prostą suknię zastąpiono błyszczącą, satynową kreacją z brokatem, a sylwetkę „poprawiono”, dodając jej talię osy. Na twarzy pojawił się makijaż i „sarnie” spojrzenie, a niesforne włosy zostały starannie ułożone. W filmie rozdarta suknia Meridy symbolizowała bunt przeciwko narzuconym rolom. W świecie zabawek ten symbol wolności przegrał z potrzebą ujednolicenia produktu, ostatecznie wrzucając zbuntowaną bohaterkę do jednego worka z resztą idealnych księżniczek.
Pierwsze kroki ku różnorodności
Podobnie rzecz ma się z ujednoliconym, wręcz nieosiągalnym wzorcem sylwetki Disnejowskich księżniczek. Nienaturalnie długie nogi i talia osy, zbyt wąska, by mogła należeć do prawdziwego człowieka, budowały przez lata nierealną wizję kobiecego ciała. Przełom nastąpił wraz z postacią Nani w filmie „Lilo i Stich”. Warto jednak zaznaczyć, że film ten był autorskim projektem rysowników, co pozwoliło im na większą swobodę twórczą. Nani posiada bardziej atletyczną, krępą budowę – jest szczupła, ale nie wychudzona, a jej mocniejsze uda i nogi nadają sylwetce autentyzmu. Z kolei pierwszą oficjalną księżniczką o rzeczywistych proporcjach stała się Vaiana. Jej sylwetka jest solidniejsza i bardziej naturalna, choć wciąż balansuje na granicy między realizmem a klasycznym, „księżniczkowym” kanonem.
Jeszcze bardziej wyrazistymi przykładami zmiany kanonu są Luisa oraz Mirabel – bohaterki filmu „Nasze magiczne Encanto”. Choć sylwetka Mirabel nadal wpisuje się w kanon osób szczupłych, jej budowa jest zauważalnie bardziej krępa, a nogi i ręce zyskały realistyczną szerokość. Prawdziwą rewolucją wizerunkową jest jednak Luisa, obdarzona darem nadludzkiej siły. Jej potężna, muskularna sylwetka stanowi przełom w świecie Disneya, zwłaszcza że fizyczna potęga idzie tu w parze z dużą wrażliwością emocjonalną.
Obie siostry kontrastują z Isabelą – uosobieniem klasycznej, poruszającej się z gracją księżniczki. Co ciekawe, ona również na swój sposób odrzuca narzucony jej ideał. W toku opowieści porzuca wyuczoną elegancję i nieskazitelny ład na rzecz autentyczności i pasji. Symbolem tego buntu stają się kaktusy, które zaczynają pojawiać się na jej życzenie zamiast dotychczasowych, idealnie ułożonych kwiatów.
Sukces tej produkcji udowadnia, że współcześni widzowie pragną różnorodności i realizmu. Postacie nieoczywiste i wymykające się hollywoodzkim kanonom piękna stają się w oczach odbiorców ciekawsze i bardziej autentyczne, co paradoksalnie zwiększa ich atrakcyjność rynkową.
Piękne to dobre
Mimo to w historiach Disneya wciąż pobrzmiewa archaiczna zasada: to, co piękne, jest dobre, a to, co brzydkie – złe. Ten wizualny skrót pozwala widzowi błyskawicznie zidentyfikować antagonistę, który zazwyczaj posiada przerysowane, ostre i nieprzyjemne rysy twarzy. Ciekawym przykładem ewolucji bohatera na tej płaszczyźnie jest Kovu z drugiej części „Króla Lwa”. Dopóki planuje obalenie rządów Simby, rysy jego pyska pozostają ostre i drapieżne. W miarę jak przechodzi na stronę dobra, jego wygląd subtelnie łagodnieje, stając się bardziej przyjaznym i „miękkim”.
Należy jednak odnotować istotne odejście od tego schematu w głośnym filmie „Kraina Lodu”, gdzie twórcy celowo przełamali wiele klasycznych motywów. Hans, pierwszy wybranek Anny, na pozór idealnie wpisuje się w kanon „pięknego księcia”, a jednak okazuje się wyrachowanym zdrajcą, gotowym na morderstwo dla zdobycia korony. Pojawiają się jednak głosy krytyczne sugerujące, że to przełamanie wzorca mogło być wynikiem nagłej zmiany scenariusza w trakcie produkcji. Według tych teorii Hans pierwotnie miał być postacią pozytywną, co tłumaczyłoby jego nieskazitelną, budzącą zaufanie aparycję.
Przyszłość wizerunku
Jak to zatem jest z pięknem księżniczek i jak to wpływa na nas samych? Media społecznościowe bombardują nas obrazami idealnych ludzi o nienagannych kształtach i perfekcyjnym życiu. Wszyscy wydają się do siebie łudząco podobni, jakby zeszli z jednej taśmy produkcyjnej. Disney przez lata powielał ten mechanizm, promując nierealistyczne standardy i odrzucając wszystko, co wykraczało poza schemat. Współczesne bohaterki często wciąż posiadają cerę i rysy przypominające wyidealizowane zdjęcia z filtrami, co może pogłębiać kompleksy u młodych odbiorczyń.
Coś jednak zaczyna się zmieniać. Obok „Encanto” pojawiają się produkcje takie jak „To nie wypanda”, gdzie główna bohaterka – choć to jeszcze dziecko – prezentuje zupełnie inny typ sylwetki niż chociażby szczupła córka Arielki z dawnych kontynuacji. Mimo komercyjnych nacisków, widzowie coraz wyraźniej oczekują różnorodności i postaci, które są bliskie rzeczywistości. Bohaterki nieidealne wizualnie stają się nam bliższe, a przez to bardziej lubiane.
Czy doczekamy się księżniczki w rozmiarze plus size lub z wyraźnymi niedoskonałościami? Trudno powiedzieć. Wiem jednak, że dla mnie – i zapewne dla wielu innych widzów – taka postać byłaby powiewem świeżości, który z chęcią zobaczyłbym na ekranie.





Komentarze